KOMUNIKAT 3/2012

Poproszę o zgłoszenia wybierających się 28.4.2012 do Zdzieszowic.

czwartek, 30 lipca 2009

Świeradów Zdrój - sobota 1.8.2009

Spotykamy się w Świeradowie. Z zapowiedzi wynika, że będzie nas moc. Ale akurat w kurorcie gdzie średnia wieku wynosi 75 Jahre wtopimy się w otoczenie.

Odprawa w piatek, 31.7.2009 wieczorem w Izerskiej Chacie (Michał ma super pstrągi)

Sobota, start z sektora 7+ o g. 11:00. Po maratonie, tomboli i regeneracji część artystyczna w Izerskiej Chacie (wiecie co Michał ma dobrego).

W niedzielę wycieczka na naleśniki (omlet) z jagodami do Chatki Górzystów.

Zapraszamy

W


piątek, 17 lipca 2009

Fotorelacja z treningu 12.7.2009

Trasa: Marszowice - Prężyce (bufet) - Brzeg Dolny (bufet) - Prężyce (bufet) - Marszowice.
Dystans: 54 km
Uczestnicy: FaWkulce (mąż z żoną), Bogus, Krzysiek (na czystym rowerze), Dottore (zabezpieczenie medyczne), Hrabia, Shrek.
Podsumowanie: zgodnie z zaleceniem Amaretto nie zapominaliśmy o napojach i nikt się nie odwodnił.

czwartek, 9 lipca 2009

Notatki z tyłu peletonu.

... kolejny raz na starcie i kolejny raz śpiewamy radosnym głosem "...co ja robię tu, co ja tutaj robię?"


Nasza taktyka grupowa jest nieco odmienna i zależna od ilości kondycji zabranej z Wrocławia. Mojej wyjątkowo nie spakowałam co daje się odczuć już na starcie. W końcu walka o ostatnie miejsce zobowiązuje. Na poprzednim maratonie zamykałam stawkę wraz z przesympatycznym Panem jadącym razem z synem, a synowi towarzyszyło rozwolnienie co dawało mi szansę na nawiązanie walki i utrzymywanie tempa. Niestety zeszli z trasy i jedynym towarzyszem została bezkresna pustka.
W Krakowie nawiązałam dialog (w końcu od czego są maratony) z dwoma Panami startującymi z grupą swoich i pożyczonych dzieciaków. Pozachwycałam się metodami wychowawczymi i wspólnymi występami i tyle ich widziałam bo dzieciaki nie miały problemów zdrowotnych i szybko pokazały mi jak wyglądają ich koszulki z tyłu (były dokładnie tak samo ładne jak z przodu), a potem ..., a potem jak zwykle było cudnie ... samotnie, wolno i dużo na nogach z powodu błota. Sporo powtarzających się myśli, że dlaczego maraton nazywa się rowerowy jak ja przeważnie biorę na piechotę, że właściwie co JA tu robię, skoro pod górę się męczę a z góry boję i zawsze ta sama konkluzja: jak dobrze, że mogę, że nie muszę, że nie najważniejszy wynik i że jest tu miejsce dla każdego i dla tych co walczą o sekundy i metry i dla takich jak my, którzy się świetnie bawią, którzy walczą czasem z samym sobą, którzy zrobili z maratonu kolejny po nartach pomysł na fantastyczne spędzanie czasu.
Wiesiu Szreku Zielony to wszystko dzięki Tobie, dziękuję.

Jola Kwiaciarka z drużyny Leśnych Dziadków

wtorek, 7 lipca 2009

Po błotnych kąpielach.


No! Doszedłem do siebie. Co prawda wiek wskazywałby na koniecznośc rozpoczęcia kuracji borowinowych, ale w Krakowie to była lekka przesada. Do dziś nie pokazałem mamusi koszulki (drugi raz by mnie nie puściła). Ciągle czekamy na relację naszej Kwiaciarki "Z tyłu peletonu", że w końcu coś opisze, choć akurat ta część peletonu jest nam najlepiej znana.



Krakowskie resume: w generalce bz., tzn. 34 miejsce, Sylwia znowu wygrała, ale brak jej kilku punkcików do 1 miejsca, Darek zabłądził na Megai stracił 6 miejsce w Giga (jest 8). Jolka znowu przegrała ostatnie miejsce na Mini - bo nasz Mini z powodu 2 kich ostatnie 8 kilometrów dawał z buta i Jola go wyprzedziła.


Sylwia na pudle.

Mini wyprzedza Jolę.


Czekam na info kto jedzie do Tarnowa. Obecni w Krakowie są jakby co usprawiedliwieni.



Pozdrawiam

Wiesiek

PS. A tak pędzi Jola

(autor: fotomaraton.pl)