KOMUNIKAT 3/2012

Poproszę o zgłoszenia wybierających się 28.4.2012 do Zdzieszowic.

czwartek, 5 sierpnia 2010

Nie od razu Kraków zbudowano.

Skoro tak to i nam się nie spieszylo. Do bazy Lesnych, tuz obok Pomnika Grunwaldzkiego zjechalismy ok. 20:00. Baza czyli mieszkanie mamy naszej Joli (tu głębokie ukłony dla Pani Tomczak). Jako aklimatyzotaor posłużyło piwo miodowe z poznańskiej Brovarii. Beczułka pękła szybciutko i trzeba było nawiedzić Rynek. Tam dotarł do nas porucznik Rżewski wraz ze swoją Doliores. Chwila spaceru i powrót na kwaterę. Narady ws niedzielnego maratonu trwały do bladego switu.
W sobotę trzeba było wypełnić częsć turystyczną wyjazdu. Pojechalismy w Jurę. Tam zwiedzanie - trochę pieszo, trochę furmankami. I powrót do Krakowa, gdzie czekali na nas Fa W Kulce oraz Iwonka z Tomkiem. Bez pospiechu poszlismy spacerkiem na Kazimierz. W restauracji Ariel czekały na nas stoliki oraz my czekalismy na koncert muzyki klezmerskiej. Wystapiła grupa Teatru Zwierciadło z piosenkami żydów z Odessy.

Koncert był przepyszny, jedzonko także. Jedynie por. Rżewski jak zwykle na Kazimierzu szczęscia nie miał. Ale podawanie otwartej butelki wina chrzczonego wodą nie odpowiada żadnym normom. Jednak kelner pocieszył nas, że własciwie on nic nie zrobił bo nam nawet do zupy nie napluł. Jestesmy wdzięczni!!!
Po kolacji i koncercie spacerkiem do domu, siusiu, paciorek (to na wyrost) i nyny.
Rano maraton. Hrabia jak zwykle znalazł mozliwosć bycia pomocnym i użyczył roweru Tomkowi w związku z czym sam nie mógł wystartować. Reszta pojechała zgodnie z planem. Sylwia wygrała Mini K4 i odrabia starty w generalce. Zwyżka formy Darka Giga, który był w M6 czwarty. Chyba doczekamy podium. No i Magda szósta w Mega K4.
Na kilka słów zasługuje nasza nadzieja - Marysia. Była 4 w Mini K0 ,a do drugiego miejsca przegrała kilkadziesiąt sekund. Dużo mniej niż poswięciła na pomoc innej dziewczynce w zakładaniu łancucha. Jestesmy z niej dumni. A najbardziej Krysia i Czesio.
Po maratonie kąpiel, usuwanie sladów pobytu, w auta i do domu. A za tydzień spotkanie w Swieradowie!

czwartek, 29 lipca 2010

Sukcesy w mieście na K. nad Wisłą.

Ja tam bylem. Beczulke miodu pilem. No prawie.
W sobotę, 17 lipca w najwieksze upaly, namowiony przez Darka Giga i wciagając w to Amaretto wybralismy sie do miasta na "K" nad Wislą. Tam byl szosowy wyscig o beczulkę miodu. Mega to 80 km (u mnie 89 km), Giga 2 razy tyle.
Pogoda dopisala (jak kelner do rachunku). W ciagu dnia mialo być ponad 36 stopni.
Pierwszy startowal Darek. Mial jechac Giga, ale sedziowie chyba z litosci zabronili tak dojrzalym gosciom jechac tak daleko. To naszego Giga'nta tak wqrzylo, że już po 15 km pogubil się i wrócil na start. Mial jechać w grupie z nami, ale 10 minut wczesniej startowalo parę kobitek więc wybral estetyczniejsze niż my otoczenie.
Już po 1 h 40 min. oczekiwania nasza kolej. Ruszylismy ostro (dla nas i jeszcze dwojga). Bo reszta bez szacunku dla wieku i szczególnie mojego roweru ("goly" trekking na cynglówkach) pojechala nie oglądając się na nas. Do 26 km szlo dobrze. Srednia powyzej 30 km/godz. w dokuczliwym upale uznalismy za dobry wynik (na MTB czolówka Giga jeździ szybciej). Niestety wtedy zlapalem gumę. Zmiana, psucie 2 pompek i czekanie na pożyczkę kosztowalo nas troche czasu. Ponieważ Amaretto zostal mi do pomocy postanowilem w dalszej częsci walczyć o jego wynik. Do końca robilem za zająca. A oto efekt naszego wysilku:

Swiętowanie sukcesu odbylo sie na Marszowicach, w posiadlosci Hrabiów. I tam tez bylem, piwo, miód ...

czwartek, 15 lipca 2010

Sukcesy w Tarnowie


Skromna ekipa pojecha do Tarnowa. Szans na podium było 1 (słownie 1). Szans na 1 miejsce podobnie. I Sylwia spełniła pokładane nadzieje. Wygrała Haro K4.

Gratulacje!!!!!!!!!!!!! Znaczy po urazie z Polanicy nie ma już sladu. Jest jeszcze czas by odrobic straty w generalce. Czego jej i sobie życzymy.
W międzyczasie paru Dziadków i jedna Babka objeżdżali ulubione trasy w Swieradowie. Budvar z kija w Harachovie byl odpowiednią nagrodą za trudy wjazdu na Stóg Izerski (trzykrotnie). Mam nadzieję, że zaprocentuje to (nomen omen) już na początku sierpnia.
W tym tygodniu skromna ekipa Dziadków wylegnie na szosę. W miescie na "ka" nad Wisłą sprawdzimy się i organizatorów w zawodach na asfalcie. A że jazda jest o Beczkę Miodu to jest to to co misie lubią najbardziej.
W

piątek, 25 czerwca 2010

Moje stanowisko ws Bike Maratonu

Oto post z forum Bike Maratonu pt. MTB A SPRAWA POLSKA czyli dlaczego nie lubię blota.

No nie lubię i już. Choć w moim środowisku uważają to za co najmniej dziwne. W końcu to moje środowisko naturalne.
Ale ja nie o tym. Ja o MTB. Piszę z kilku powodów. Najważniejszym jest to, że od 4 lat świetnie się bawią na Bike Maratonach. Wciągnąłem grupę przyjaciół, którzy też się dobrze bawią. I nie chcemy (piszę w to też w ich imieniu – upoważnienia na piśmie do wglądu) by nam ktoś psuł zabawę swoimi wybujałymi, a w ekstremalnych przypadkach chorymi, ambicjami. Zgodnie z brzmieniem regulaminu Bike Maraton to (…) cykl ogólnodostępnych amatorskich maratonów rowerowych MTB (…). Zwracam uwagę na przymiotniki. Nie tylko w ich literalnym znaczeniu, ale też w bardziej ogólnym – amatorskie to też takie dla amatorów rowerowania (tym bardziej, że jak wiemy zawodowców dopuszczają więc to bardziej to znaczenie „amatorskich”). I tu rodzi się pytanie. Czemu wielu stara się ten cykl uczynić niedostępnym? Niedostępnym dla mnie, dla moich przyjaciół, dla jeszcze paru osób (zgaduję – tomektb, marcela100 …?). Przecież są w Polsce organizowane zawody w downhillu, w trialu, przełaju i w czym tam jeszcze. Nie wspominając o esencji kolarstwa górskiego. Te zawody mają odpowiedni stopień trudności. I nie jadę na nie by potem na forum domagać się by były łatwiejsze bo nie wyrabiam. Proszę więc tych co im za łatwo na Bike Maratonach o zwiększenie prędkości (szczególnie na podjazdach), o przejechanie Giga < 3 godzin. A jak komuś jeszcze mało, to oznakowanie trasy zostaje jeszcze kilka dni więc można nie kończyć na jednej pętli.
Myslę, że Maciek znalazł dość dużą niszę organizując dość zróżnicowane, ale jednak OGÓLNODOSTĘPNE maratony rowerowe. Przewyższenia z reguły są podobne. Nawierzchnie też. Stąd niezła frekwencja. A za frekwencja stoi poziom organizacji. Od ostatniej wpadki w nie przeczytałem ani jednego złego słowa na temat oznakowania. Wręcz przeciwnie, Orgi wyciągnęły wnioski, pojawiły się wielkie czerwone banery, doszły informacje nt. pozostałego dystansu. Bufety plus ich obsługa – często czytam superlatywy. W tym roku powróciły pakiety startowe, tombola jest bogata. Żyć nie umierać. I są ludzie, którzy chcą mi to popsuć. Nie maja oni chyba świadomości, że zwiększaniem stopnia trudności tras przegonią z Bike Maratonu nie tylko mnie. Może okazać się, że więcej ludzi zechce jednak odpuścić udział w imprezie stawiającej za duże wymagania techniczne i wytrzymałościowe. I co to da? Prawdopodobnie poza spadkiem wpływów ze startowego także mniejszym zainteresowaniem sponsorów (to jak z oglądalnością w TV). A jaki może to dać skutek w jakości organizacji? Dla mnie pytanie retoryczne.
Podobno mi, burakowi wmówiono, że jeżdżę MTB i z tego powodu jestem szczęśliwy. Otóż nie. Dla mnie ten maraton może być MTB, może być GRU, LSD, USA albo i CCCP. A może też wcale się nie nazywać. Radość daje mi przejechanie kilkudziesięciu kilometrów po górach. Jadę ile mogę. Dodatkowo zadowolony jestem z bardzo dobrego oznakowania trasy (w tym miejsc niebezpiecznych), z zaopatrzenia bufetów, urody bufetowych i atmosfery w miasteczku. I mam nadzieję, że nie dam się stąd „przegonić”.
Dlatego Maćku, tak trzymaj. I pamiętaj, że oprócz znudzonych, rozczarowanych, niezadowolonych bikerów masz wśród uczestników też niezłą rzeszę lamerów, łamagów, cieniasów i buraków. Ale za to ambitnych i z pasją. I w ich imieniu proszę Cię nie zmieniaj tego co Ci tak dobrze wychodzi. Nie zmieniaj charakteru Bike Maratonów.
Pozdrawiam
W

środa, 23 czerwca 2010

Oj, dawno mnie tu nie było.

Miało być regularnie jak nie powiem co, a rozregulowało się kompletnie. Chyba będzie trzeba jakieś hormony zacząć brać. Od wrocławskiej edycji wydarzyło się tyle, że nie wiem co pisac, w co ręce włożyć.
Na początek dajmy obraz narybkowi:
fot. monikaxx83

Te 3 postaci w środku to nasza przyszłośc w BikeMaratonach. Tu pod sceną w Zdzieszowicach.
A w Zdzieszowicach działo się więcej. Zbysiu (wygrał we Wrocławiu Mega M6) nie dojechał bo mu sie kalendarz poprzestawiał. Janek sprawdził jak się zjeżdża z Anki, a ja na chyba 11 km urwałem hak i łańcuch:

fot. fotka 67


No i przyszlo mi wracać jak na hulajnodze. Na szczęście dało się jechac z góry. Ale ekscesów nie koniec - Czesiu sie pogubił i pojechał na Mega. Tu z Krysią oczekujemy na jego powrót:

fot. MGOKSiR Azymek

W sumie ze Zdzieszowic zadowoleni byc nie powinniśmy. Jedynie Marysia i Sylwia stanęły na wysokości zadania, czyli na pudle (Mini K0 i K4). Dobrze, że im zaczyna to w krew wchodzić.

Kolejna edycja (Wieluń) uległa powodzi i została przełożona na sierpień. Następna była Polanica. Sportowo dużo lepiej. Kilka pudeł (Zbyszek, Marysia i Sylwia). Także 4, 5 i 6 miejsce. Niestety Sylwia miała wypadek i po maratonie musiano jej załozyc na ręke szwy. Na jakiś czas to ją wyklucza z walki.

Oczywiście w Altheide był bankiet. Sponsor nie zawiódł i niektórzy nazajutrz dopytywali się czy oni się urwali z rachunku czy jak bo w portfelu mają tyle samo pieniedzy co przed bankietem.

I tak zleciało nam do połowy czerwca. Między maratonami zrobilismy u Fa dobry uczynek (trzeba było jakośc kawę, ciastka i piwo odpracować). Jesli Krysia udostępni fotki to dorzucę.

A następny odcinek już o Piechowicach. A tam sie działo ...

poniedziałek, 3 maja 2010

Majówkowe treningi.

Ostro trenowaliśmy przed kolejną edycją. Tym razem miast na jakość poszliśmy na ilość.

W sobotę zamiast na pochód 1-majowy zaplanowaliśmy jazdę na pstrągi. Spotkanie w Parku Południowym. I oczywiście rozdzwoniły sie telefony. Hrabia jeszcze nie wyjechał (a ma ponad 20km do Parku), Karina gdzieś podziała 3 godziny (o 12:10 żyła jeszcze godziną 9:00), a Darek RMF jeździł od stacji benzynowej do stacji i się pompował. No i FaWKulce. Z przychówkiem woleli podjechać do Opatowic na skróty. OK. Spotkamy się więc pod Hala Ludową by Hrabia i Karina nadrobili stracony czas. . Przerwa nam nie starszna, a i RMF się ucieszy na piwko w ogródku. W ramach promocji dostaliśmy od pani po uśmiechu, zresztą od razu wiedziała po co tam się zjawiliśmy. I wiedziała co dla naszej Joleczki (herbatka). Pod koniec przerwy dojechała Karina. Dojechała z niespodzianką. A niespodzianka to kandydat na zawodowca grupy Leśnych Dziadków. Dziadek z niego 100% (z charakteru). Ksywka "Dresiarz". No trudno, wstydu nam narobi, ale to akurat nasza codzienność.
Jeszcze tylko Hrabia, dwa telefony i ruszamy. W Kiełczówku uzbierało nas się (razem z kobietkami co dojechały autem) 15 Babek i Dziadków. Pstrągi były jak zwykle wyśmienite. Polecamy. W drodze powrotnej, wcale nie po drodze, zajechalismy do Śniętej Katarzyny by FaWKulce mogli wykazać się tym co mają najlepsze - kawą. Tak zakończyliśmy rowerową sobotę wieczorem spotykając się w tym samym gronie na piwku i grilu u Hrabiów.
W niedzielę trasa była podobna. Ekipa powiększyła się o Kłaczka z mężem, Małgosię z kolegą i ... Helę. Chyba pozyskaliśmy kolejną Babkę. Jako, że jesteśmy na dietach (różnych) odpuściliśmy pstragi i bezpośrednio z Opatowic skierowaliśmy się do Krysi. Kawa, piwko, ciasteczka ... wybornie. Po drodze mieliśmy Biestrzyków i kilka robótek u Joli. W każdym bądź razie kosiarka chodzi.
Trasa skrócona bo wieczorem wyżerka u Gościnnej, a ona nie lubi spóźnialskich. I ja tam byłem ... . I dlatego w poniedziałek zawodnicy dostali wolne!

Teraz czas na Zdzieszowice. Już za 5 dni.

Czekajcie nas.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Edycja Wrocław

No to się zaczęło.
Wystartowała X edycja Bike Maratonu. A w niej aż 4 drużyny Leśnych Dziadków i Babek. Premiera była godna. Nasi przyjaciele z Osiedla Malowniczego przygotowali wielki parking. Ani jedno auto nie obstawiało pobocza. Na parkingu było ponad tysiąc aut. Mimo, że w ostatnich dniach było sucho, na petli Mega było błotko. I temu też Osiedle zaradziło - Sławek przygotował 10 stanowisk do mycia rowerów. Zero kolejek. A ludzisków było jak mrówek. Rekordowa frekwencja - ponad 1.600 uczestników. Koszulki od organizatora, rowery od Harfy.
Dobrze sie zaczęło.


A sportowo też doskonale - 2 pierwsze miejsca, dalsze 4 w dziesiątce. Dywizja Dziadki na 23 miejscu w klasyfikacji drużynowej. Tylko tak trzymać.









Mam nadzieję, że w Zdzieszowicach będzimy równie licznie reprezentowani. A powinny być już stroje dla wszystkich nowych.

W
Na zdjęciach: Jola - Kwiaciareczka, Zbyszek na finiszu i autor.
Fot: Prosenior

czwartek, 8 kwietnia 2010

ROZPOCZYNAMY SEZON

Witam,
tak naprawdę to sezon trwa w najlepsze. Ale czas na oficjałki.
No to w najbliższą sobotę objazdem trasy edycji wrocławskiej rozpoczniemy oficjalnie sezon 2010. Obecność pożądana!!! Obecni dowiedzą się o programie na wieczór. A planujemy część nieoficjalną, w Leśnicy u Krzyśka. Piwo, ognisko, gitara i takie tam.
A za tydzień z okładem rozpoczyna się cykl Bike Maraton 2010. Start o 11:00. Ale o tym w kolejnych komunikatach. Tak teraz będę się z wami komunikował.
NO TO NA ROWERY.

czwartek, 11 marca 2010

Mamy SREBRO !!!!!

Tak, to prawda. Skromna, dwuosobowa ekipa Leśnych Dziadków (Shrek + Jola jako fanklub) przywozi z XXXIV Biegu Piastów srebrny medal na dystansie 26 km techniką klasyczną.

Shrek na starcie.

Że co? Że wszystkim dawali? No i co z tego? Miałem odmówić czy co? Dawali to wziąłem, a mam to się chwalę. Poza tym nie wszystkim dawali, bo tylko tym co na nartach linię mety przekroczyli. A ja jeszcze słodkiego buziaka od hostessy dostałem (ale nie mam jak wam go tu zaprezentować). Poza tym na trasie trzeba się było nieźle napracować - startując z jakiegoś 1100 miejsca na metę dotarłem na miejscu 642. Czyli po drodze do wyprzedzenia miałem ok. 500 osób. Czas do pobicia w przyszłym roku - 3:01:51.


Oto obiekt marzeń i zazdrości.



poniedziałek, 22 lutego 2010

Zimowe remanenty.

Oj działo się działo ...

idzie wiosna, śniegi topnieją, przychodzi nasz czas.

Teraz kilka wspomnień z pierwszych miesięcy tego roku.

9 stycznia jeden z Dziadków (oj wyjątkowo to do niego nie pasuje) - Tomek, utracił wolność na rzecz jednej z naszych kibicek.

Potem wyjechaliśmy na kolejny obóz przygotowawczy na narty. Zakwaterowanie było wręcz idealne - nad Weinstub'n. Tam też pod wpływem ... chwili, być może, udało się skaperować nowego zawodnika do kategorii M4. Z obozu wróciliśmy w całości, co naszym wrogom nie wróży w przyszłości nic dobrego.
W połowie lutego odbyła się pierwsza narada poswięcona taktyce startów w 2010.
Dzięki odwołaniu się do różnych nieziemskich postaci postanowiliśmy wyjść na przeciw oczekiwaniom zwolenników LPR, PiS i innych dziwactw i w sezonie 2010 wystartujemy bez tej obrzydliwej koedukacji.
KOEDUKACJI MÓWIMY NIE.
To jest też krok w kierunku całkowitej dominacji klasyfikacji drużynowej.

A potem juz wszystko poszło z górki. Śnieg stopniał z asfaltu i pierwsi Leśni byli widziani na rowerze. Ale to tylko zmyłka. Wszak za 2 tygodnie Bieg Piastów, a w nim wiele cennych nagród do zdobycia. Gdzie więc można było zobaczyć przedstawicieli naszej grupy? Oczywiście w Jakuszycach.


Pozdrawiamy i w imieniu naszej Kwiaciareczki obiecujemy regularne informacje.