Oto post z forum Bike Maratonu pt. MTB A SPRAWA POLSKA czyli dlaczego nie lubię blota.
No nie lubię i już. Choć w moim środowisku uważają to za co najmniej dziwne. W końcu to moje środowisko naturalne.
Ale ja nie o tym. Ja o MTB. Piszę z kilku powodów. Najważniejszym jest to, że od 4 lat świetnie się bawią na Bike Maratonach. Wciągnąłem grupę przyjaciół, którzy też się dobrze bawią. I nie chcemy (piszę w to też w ich imieniu – upoważnienia na piśmie do wglądu) by nam ktoś psuł zabawę swoimi wybujałymi, a w ekstremalnych przypadkach chorymi, ambicjami. Zgodnie z brzmieniem regulaminu Bike Maraton to (…) cykl ogólnodostępnych amatorskich maratonów rowerowych MTB (…). Zwracam uwagę na przymiotniki. Nie tylko w ich literalnym znaczeniu, ale też w bardziej ogólnym – amatorskie to też takie dla amatorów rowerowania (tym bardziej, że jak wiemy zawodowców dopuszczają więc to bardziej to znaczenie „amatorskich”). I tu rodzi się pytanie. Czemu wielu stara się ten cykl uczynić niedostępnym? Niedostępnym dla mnie, dla moich przyjaciół, dla jeszcze paru osób (zgaduję – tomektb, marcela100 …?). Przecież są w Polsce organizowane zawody w downhillu, w trialu, przełaju i w czym tam jeszcze. Nie wspominając o esencji kolarstwa górskiego. Te zawody mają odpowiedni stopień trudności. I nie jadę na nie by potem na forum domagać się by były łatwiejsze bo nie wyrabiam. Proszę więc tych co im za łatwo na Bike Maratonach o zwiększenie prędkości (szczególnie na podjazdach), o przejechanie Giga < 3 godzin. A jak komuś jeszcze mało, to oznakowanie trasy zostaje jeszcze kilka dni więc można nie kończyć na jednej pętli.
Myslę, że Maciek znalazł dość dużą niszę organizując dość zróżnicowane, ale jednak OGÓLNODOSTĘPNE maratony rowerowe. Przewyższenia z reguły są podobne. Nawierzchnie też. Stąd niezła frekwencja. A za frekwencja stoi poziom organizacji. Od ostatniej wpadki w nie przeczytałem ani jednego złego słowa na temat oznakowania. Wręcz przeciwnie, Orgi wyciągnęły wnioski, pojawiły się wielkie czerwone banery, doszły informacje nt. pozostałego dystansu. Bufety plus ich obsługa – często czytam superlatywy. W tym roku powróciły pakiety startowe, tombola jest bogata. Żyć nie umierać. I są ludzie, którzy chcą mi to popsuć. Nie maja oni chyba świadomości, że zwiększaniem stopnia trudności tras przegonią z Bike Maratonu nie tylko mnie. Może okazać się, że więcej ludzi zechce jednak odpuścić udział w imprezie stawiającej za duże wymagania techniczne i wytrzymałościowe. I co to da? Prawdopodobnie poza spadkiem wpływów ze startowego także mniejszym zainteresowaniem sponsorów (to jak z oglądalnością w TV). A jaki może to dać skutek w jakości organizacji? Dla mnie pytanie retoryczne.
Podobno mi, burakowi wmówiono, że jeżdżę MTB i z tego powodu jestem szczęśliwy. Otóż nie. Dla mnie ten maraton może być MTB, może być GRU, LSD, USA albo i CCCP. A może też wcale się nie nazywać. Radość daje mi przejechanie kilkudziesięciu kilometrów po górach. Jadę ile mogę. Dodatkowo zadowolony jestem z bardzo dobrego oznakowania trasy (w tym miejsc niebezpiecznych), z zaopatrzenia bufetów, urody bufetowych i atmosfery w miasteczku. I mam nadzieję, że nie dam się stąd „przegonić”.
Dlatego Maćku, tak trzymaj. I pamiętaj, że oprócz znudzonych, rozczarowanych, niezadowolonych bikerów masz wśród uczestników też niezłą rzeszę lamerów, łamagów, cieniasów i buraków. Ale za to ambitnych i z pasją. I w ich imieniu proszę Cię nie zmieniaj tego co Ci tak dobrze wychodzi. Nie zmieniaj charakteru Bike Maratonów.
Pozdrawiam
W