KOMUNIKAT 3/2012

Poproszę o zgłoszenia wybierających się 28.4.2012 do Zdzieszowic.

wtorek, 24 kwietnia 2012

No i się zaczęło.

Dobrze, że się zaczęło oraz dobrze się zaczęło. Jak każe tradycja (z nielicznymi wyjątkami) edycja wrocławska Bike Maratonu miała związek z wilgocią. Tym razem i z góry i od spodu. Jeszcze na objeździe trasy nie mogłem się nadziwić, że w miejscu, gdzie zwykle błota jest po osie (nawet jak ze 2 tygodnie nie pada) tym razem sucho. I się kurzy. No to pogoda dała odpór mojemu zdziwieniu. Przy temperaturze ok. 8 stopni i w ciągłym opadzie deszczu w niedzielę 15.4.2012 o 11:00 pojechaliśmy. Jeszcze jadąc na start łudziłem się, że będzie nas ze 3 osoby i po raz pierwszy uda mi się wejść na podium. I to nie tylko w kategorii, ale i w open! Niestety. Nienormalnych było ponad 1.600. Można sobie wyobrazić jak wyglądała trasa dobrze nawilżona od poprzedniego wieczoru przez deszcz. Jak wyglądały rowery to nawet nie trzeba sobie wyobrażać:
Chyba najbardziej z edycji zadowoleni są serwisanci i sklepy z częściami rowerowymi. Sprzedaż klocków, łożysk etc. musiała w poniedziałek zwiększyć się skokowo. Ale jak pisałem i dobrze się zaczęło. Mimo przetasowań w zespole ADHD oraz absencji na podium, drużynowo zajęliśmy 14 miejsce. Strach pomyśleć, coby to było gdybyśmy nasze uczestnictwo zaczęli traktować cokolwiek poważniej. Ale uspokajam konkurencję: nic się nie zmieni. Zgodnie z opinią nadal będziemy traktować nasz udział jako dobrą zabawę i będziemy starali się być bardzo zadowolonymi. To nam wystarcza. Aha, podziękowania dla Aliny i Mariana za ponowna gościnę. Niemal bezpośrednio po maratonie mogliśmy uzupełnić minerały i białka. Co okazało się dużo bardziej męczące niż sam maraton. Nawet dla niestartujących. W

czwartek, 5 kwietnia 2012

Sezon został otwarty.

Wszystko idzie zgodnie z planem. Ostatni tydzień marca, trzon grupy spędził na obozie wysokogórskim w Altenmarku (zwanym Bagnem). Tam wszelkimi dostępnymi sposobami zwiększaliśmy ilość czerwonych ciałek krwi, wiedząc, że to zadecyduje o wydolności w pierwszej części sezonu. Największym wzięciem cieszył się Faunus:

Aż boję się czy w krwi zostało miejsca na białe krwinki.

Jedynym niezadowolonym z postępów przygotowań był Dottore. Strasznie kręcił nosem:


A dziwię mu się bo zaklęcie "aby cie wzdęło" działa bez zarzutu:


Tak przygotowani stawiliśmy się (nielicznie) 1.4.2012 na objazd trasy Bike Maratonu. Okazało się, że to jednak nie jest prima aprilis i trzeba było jechać. Daliśmy radę. Dziewczyny się spóźniły, ja uciekłem (spieszyłem się do domu by się przebrać), a Krzysiek się zgubił. Jedynie Romek pojechał wg planów.

A po 15:00 już w znacznie liczniejszym gronie zostaliśmy ugoszczeni przez Alinę i Mariana. Krysia z Krzyśkiem dołożyli coś od siebie i otwarcie sezonu wypadło bardzo okazale. A jak smakowicie! Do zespołu dołączył najmłodszy zawodnik:

Prawdopodobne jest, że nim nauczy się chodzić, będzie już umiał jeździć na rowerze. Niech no tylko Likierek to zobaczy!

I tak to upływają nam ostatnie dni przed rozpoczęciem sezonu BM 2012.