Maratony rowerowe różny mogą mieć wpływ na pedałujących. Na mnie ten podziałał wyjątkowo literacko i muzycznie. Już przy podejściu na start sapiąc i dysząc- dysząc i sapiąc z patosem recytowałam w duszy
Kondycjo!!!
Ile cię trzeba cenić
ten tylko się dowie
kto cię stracił !!!!
Dziś urok twój w całej ozdobie
nie czuję i dlatego opisuję
bo tęsknię po tobie!!!
a potem tak przyjemne chwile na starcie, wspólny śmiech - zwłaszczy tych co od razu idą na piwo i ustalanie bufetu Leśnych Dziadków tam na górze, z szampanem i najpiękniejszymi dopingującymi nas Kobietami.... szkoda, że to tak krótko trwa. Mały apel do organizatorów... może by tak dłużej ..... na starcie..... tak jeszcze wszyscy razem ?.....
Ten maraton był pod każdym względem rekordowy !!!!! Najszybsze opuszczenie siodełka i podjęcie walki na piechotę i największa ilość zatrzymanych samochodów przy podjeździe do stacji gondolowej. Kochani kierowcy co pewnie dopingowaliście mnie ze swoich rozpalonych samochodów i sledziliście z nadzieją każdy mój krok (ciekawe jak komentowaliście moje zatrzymania na picie, podziwianie krajobrazu, złapanie oddechu?) wierzcie mi czułam na plecach wasze marzenia żebym może tak choć nieco szybciej... próbowałam ale wyszło jak zwykle... A tak naprawdę to przez Pana Quadowca co nie chciał Was puścić. I tak mieliście szczęście. Trwało by dłużej ale chwilę wcześniej zrezygnował nasz Kolega - Brat Naszego Najgłówniejszego Trenera. W koszulce samoobrony z napisem Bedem Członkiem Grupy Trzymającej Władzę , w marynarce, lakierkach, i na specjanie kupionym w tym celu rowerze. Wygłądał absolutnie odlotowo.
Leszek też ma rekord na swoim koncie jakim nie może pochwalić się nikt z nas ..... zamknęli Mu wjazd na mini!!!! W jego imieniu kolejna prośba do organizatorów - nie zamykajcie nam za wcześnie szans na późną karierę sportową !
A potem rozkoszna chwila przez las, wietrzyk wieje słońce świeci i tylko ta perspektywa asfaltu za chwil parę ... A na asfalcie powraca pytanie o kondycję i śpiewana odpowiedź z piosenki Pani Rinn - no nie ma , nie ma, nie ma! ... a potem długo, długo pod górę i rozważania - po co to właściwie mi ten rower? Tak się na tych rozważaniach skupiłam, że kiedy rower mnie wyprzedził bo zrobiło się lekko z góry, to od razu sobie przypomniałam, po co go te 8 kilometrow pchałam.
Na trasie towarzyszył mi, jak się okazało 10 letni chłopiec ( ja mam cos jednak z tymi dziećmi na kazdym maratonie, tylko one nawiązują ze mną próbę walki) i tak się mijaliśmy - pod górę on mnie brał techniką i młodością, z góry ja go przekrojem kół i masą. I niestety znowu nie byłam ostatnia !!!! a już układałam sobie plan rewanżu i myślałam, że jak już osiagnę to wymagane ostatnie miejsce to zacznę prawdziwą walkę..... o przedostatnie. A tak pozostaje mi kolejny raz zrobić wszystko, żeby się udało....
A poza maratonem to to był kolejny tak piękny wspólny wyjazd.
Bo nasze wyjazdy - to łąki słońcem nagrzane
- to pstrągi tak dobre, że lepiej je jeść niż opisywać
- to najpiekniejszy ból brzucha jaki znam, bo ze śmiechu
- to ognisko długo w noc palone
- to wspólne spiewy na wesoło, żołniersko, lirycznie
- to wędrówka po górach
- to zgubienie trasy co tylko uśmiech powoduje
- to jeszcze po lampce wina na schodach przed wyjazdem
- to niechęć do wyjazdu i radość na kolejny
a to wszystko w dużej mierze dzięki pasji, zaangażowaniu i chęci Jednej Osoby.
Wiesiu .... Ty wiesz......
Jola Kwiaciarka
Kondycjo!!!
Ile cię trzeba cenić
ten tylko się dowie
kto cię stracił !!!!
Dziś urok twój w całej ozdobie
nie czuję i dlatego opisuję
bo tęsknię po tobie!!!
a potem tak przyjemne chwile na starcie, wspólny śmiech - zwłaszczy tych co od razu idą na piwo i ustalanie bufetu Leśnych Dziadków tam na górze, z szampanem i najpiękniejszymi dopingującymi nas Kobietami.... szkoda, że to tak krótko trwa. Mały apel do organizatorów... może by tak dłużej ..... na starcie..... tak jeszcze wszyscy razem ?.....
Ten maraton był pod każdym względem rekordowy !!!!! Najszybsze opuszczenie siodełka i podjęcie walki na piechotę i największa ilość zatrzymanych samochodów przy podjeździe do stacji gondolowej. Kochani kierowcy co pewnie dopingowaliście mnie ze swoich rozpalonych samochodów i sledziliście z nadzieją każdy mój krok (ciekawe jak komentowaliście moje zatrzymania na picie, podziwianie krajobrazu, złapanie oddechu?) wierzcie mi czułam na plecach wasze marzenia żebym może tak choć nieco szybciej... próbowałam ale wyszło jak zwykle... A tak naprawdę to przez Pana Quadowca co nie chciał Was puścić. I tak mieliście szczęście. Trwało by dłużej ale chwilę wcześniej zrezygnował nasz Kolega - Brat Naszego Najgłówniejszego Trenera. W koszulce samoobrony z napisem Bedem Członkiem Grupy Trzymającej Władzę , w marynarce, lakierkach, i na specjanie kupionym w tym celu rowerze. Wygłądał absolutnie odlotowo.
Leszek też ma rekord na swoim koncie jakim nie może pochwalić się nikt z nas ..... zamknęli Mu wjazd na mini!!!! W jego imieniu kolejna prośba do organizatorów - nie zamykajcie nam za wcześnie szans na późną karierę sportową !
A potem rozkoszna chwila przez las, wietrzyk wieje słońce świeci i tylko ta perspektywa asfaltu za chwil parę ... A na asfalcie powraca pytanie o kondycję i śpiewana odpowiedź z piosenki Pani Rinn - no nie ma , nie ma, nie ma! ... a potem długo, długo pod górę i rozważania - po co to właściwie mi ten rower? Tak się na tych rozważaniach skupiłam, że kiedy rower mnie wyprzedził bo zrobiło się lekko z góry, to od razu sobie przypomniałam, po co go te 8 kilometrow pchałam.
Na trasie towarzyszył mi, jak się okazało 10 letni chłopiec ( ja mam cos jednak z tymi dziećmi na kazdym maratonie, tylko one nawiązują ze mną próbę walki) i tak się mijaliśmy - pod górę on mnie brał techniką i młodością, z góry ja go przekrojem kół i masą. I niestety znowu nie byłam ostatnia !!!! a już układałam sobie plan rewanżu i myślałam, że jak już osiagnę to wymagane ostatnie miejsce to zacznę prawdziwą walkę..... o przedostatnie. A tak pozostaje mi kolejny raz zrobić wszystko, żeby się udało....
A poza maratonem to to był kolejny tak piękny wspólny wyjazd.
Bo nasze wyjazdy - to łąki słońcem nagrzane
- to pstrągi tak dobre, że lepiej je jeść niż opisywać
- to najpiekniejszy ból brzucha jaki znam, bo ze śmiechu
- to ognisko długo w noc palone
- to wspólne spiewy na wesoło, żołniersko, lirycznie
- to wędrówka po górach
- to zgubienie trasy co tylko uśmiech powoduje
- to jeszcze po lampce wina na schodach przed wyjazdem
- to niechęć do wyjazdu i radość na kolejny
a to wszystko w dużej mierze dzięki pasji, zaangażowaniu i chęci Jednej Osoby.
Wiesiu .... Ty wiesz......
Jola Kwiaciarka
1 komentarz:
hm hm
Prześlij komentarz