W sobotę trzeba było wypełnić częsć turystyczną wyjazdu. Pojechalismy w Jurę. Tam zwiedzanie - trochę pieszo, trochę furmankami. I powrót do Krakowa, gdzie czekali na nas Fa W Kulce oraz Iwonka z Tomkiem. Bez pospiechu poszlismy spacerkiem na Kazimierz. W restauracji Ariel czekały na nas stoliki oraz my czekalismy na koncert muzyki klezmerskiej. Wystapiła grupa Teatru Zwierciadło z piosenkami żydów z Odessy.

Koncert był przepyszny, jedzonko także. Jedynie por. Rżewski jak zwykle na Kazimierzu szczęscia nie miał. Ale podawanie otwartej butelki wina chrzczonego wodą nie odpowiada żadnym normom. Jednak kelner pocieszył nas, że własciwie on nic nie zrobił bo nam nawet do zupy nie napluł. Jestesmy wdzięczni!!!
Po kolacji i koncercie spacerkiem do domu, siusiu, paciorek (to na wyrost) i nyny.
Rano maraton. Hrabia jak zwykle znalazł mozliwosć bycia pomocnym i użyczył roweru Tomkowi w związku z czym sam nie mógł wystartować. Reszta pojechała zgodnie z planem. Sylwia wygrała Mini K4 i odrabia starty w generalce. Zwyżka formy Darka Giga, który był w M6 czwarty. Chyba doczekamy podium. No i Magda szósta w Mega K4.
Na kilka słów zasługuje nasza nadzieja - Marysia. Była 4 w Mini K0 ,a do drugiego miejsca przegrała kilkadziesiąt sekund. Dużo mniej niż poswięciła na pomoc innej dziewczynce w zakładaniu łancucha. Jestesmy z niej dumni. A najbardziej Krysia i Czesio.
Po maratonie kąpiel, usuwanie sladów pobytu, w auta i do domu. A za tydzień spotkanie w Swieradowie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz