wtorek, 24 kwietnia 2012
No i się zaczęło.
Dobrze, że się zaczęło oraz dobrze się zaczęło. Jak każe tradycja (z nielicznymi wyjątkami) edycja wrocławska Bike Maratonu miała związek z wilgocią. Tym razem i z góry i od spodu. Jeszcze na objeździe trasy nie mogłem się nadziwić, że w miejscu, gdzie zwykle błota jest po osie (nawet jak ze 2 tygodnie nie pada) tym razem sucho. I się kurzy. No to pogoda dała odpór mojemu zdziwieniu. Przy temperaturze ok. 8 stopni i w ciągłym opadzie deszczu w niedzielę 15.4.2012 o 11:00 pojechaliśmy. Jeszcze jadąc na start łudziłem się, że będzie nas ze 3 osoby i po raz pierwszy uda mi się wejść na podium. I to nie tylko w kategorii, ale i w open! Niestety. Nienormalnych było ponad 1.600. Można sobie wyobrazić jak wyglądała trasa dobrze nawilżona od poprzedniego wieczoru przez deszcz. Jak wyglądały rowery to nawet nie trzeba sobie wyobrażać:
Chyba najbardziej z edycji zadowoleni są serwisanci i sklepy z częściami rowerowymi. Sprzedaż klocków, łożysk etc. musiała w poniedziałek zwiększyć się skokowo.
Ale jak pisałem i dobrze się zaczęło. Mimo przetasowań w zespole ADHD oraz absencji na podium, drużynowo zajęliśmy 14 miejsce. Strach pomyśleć, coby to było gdybyśmy nasze uczestnictwo zaczęli traktować cokolwiek poważniej. Ale uspokajam konkurencję: nic się nie zmieni. Zgodnie z opinią nadal będziemy traktować nasz udział jako dobrą zabawę i będziemy starali się być bardzo zadowolonymi. To nam wystarcza.
Aha, podziękowania dla Aliny i Mariana za ponowna gościnę. Niemal bezpośrednio po maratonie mogliśmy uzupełnić minerały i białka. Co okazało się dużo bardziej męczące niż sam maraton. Nawet dla niestartujących.
W
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz